RSS
 

kajira…niewolnica …uległa…ulegająca…

29 wrz

Do tego wpisu zainspirował mnie komentarz Hermenegildy , w którym …przeczytajcie sami . Postanowiłam więc napisać różnice między tytułowymi osobami , widziane moimi oczami…

KAJIRA – postać fantastyczna , występująca w kronikach Normana. Nazwanymi przeze mnie Harrym Potterem klimatycznym. Ideał niewolnicy , który się tworzy , samoistnie występuje sporadycznie. Kobieta zgadzająca się na wszystko , bez zahamowań. Jeśli , któraś w realnym świecie się taką mianuje to oznacza, że powinna się udać do specjalisty , albo nie trafiła na Mastera , który dał sobie za cel pokazać jej własne granice.

NIEWOLNICA – kobieta  , potrafiąca oddać siebie i swoje życie w ręce swojego Mastera , który staje się dla niej wszystkim …Wyzbyta własnego ” ja ” . Jej celem życiowym jest przyjemność swojego Pana  i służenie Mu jak tylko potrafi najlepiej. Dąży do ideału…Jego ideału…Nie istnieje dla niej słowo NIE , bez względu na wszystko. Każdy jej gest , zachowanie jest swoistym hymnem pochwalnym. Wszystko co robi , czyni z największą starannością i przyjemnością….Największą i jedyną nagrodą dla niej za oddanie jest spełnienie Pana , co działa jak bumerang , bo dzięki temu i ona czuje się spełniona. Jest uległa w trzech płaszczyznach : czynów , mowy i …co najważniejsze i najtrudniejsze…w sferze myśli…

ULEGŁA – osoba zbliżona do niewolnicy , jednak z większymi ograniczeniami , której zdarza się powiedzieć NIE , choć jak już się jej wymsknie to słowo , czuje się winna i ma wyrzuty sumienia. Mimo to w głowie ma wiele pretensji , bo Pan np. zbił za mocno i jest taki niedobry, albo nie daj Boże zbił , choć na to nie zasłużyła i mało ją obchodzi ,iż Panu sprawia to przyjemność , a ona powinna to przyjąć bez pretensji. Wciąż żali się znajomym z klimatu i bynajmniej ani nie tym zaufanym , ani nie po to , aby wysłuchać porad , ale zwyczajnie popsioczyć na Pana…Jednak przy dobrym prowadzeniu jest dobrym materiałem na niewolnicę , o ile będzie gotowa na zmiany …

ULEGAJĄCA – kobieta przeważnie ograniczająca swoją uległość do sypialni. Ma mnóstwo zahamowań. Najbardziej chętna wyłącznie na ostry sex , pod warukiem ,że nie analny , bo przecież to jest fuj i może boleć. Zgadza się na klapsy , oczywiście nie za mocne. Na wiązanie też chętna , a właściwie unieruchamianie i to kajdankami z różowym futerkiem , aby nie zostawiały śladów i dawały komfort księżniczce…I takich osób w klimacie jest niestety najwięcej i do tego mianują się uległymi. Na szczęście można to łatwo sprawdzić. Wystarczy kazać jej pić wodę z miski , bo o moczu nawet nie wspominam, wylizać całego Pana łącznie ze stopami i odbytem , a już najlepsze jest kazać jej klęczeć przez całe spotkanie , nawet nie dotykając palcem . Zaraz z uległej wyjdzie domina , która najchętniej współłóżkowego zdzieliłaby parasolką po głowie , bluzgając przy tym siarczyście….

Zastanawiam się do , której z tych osób najbardziej pasuję….różnie to wyglądało na przestrzeni lat. Odnoszę wrażenie , że moja uległość się pogłebia….tym bardziej przy takim Panu , którego teraz jestem własnością…Ostatnie spotkanie dało mi wiele do myślenia….Dobra opowiem w skrócie…Pan przyjechał , pojechaliśmy do pubu , a potem do swingers clubu. Uprzedzając Wasze myśli powiem ,że nie bzykaliśmy się w grupach , jedynie bawiliśmy sami ze sobą , no chyba ,że Pan pod pretekstem wzięcia  prysznica skorzystał z jakiejś okazji….hmmm. Ciekawe. Ale zmierzam do czegoś innego . A mianowicie zastanawiam się , jakbym się zachowała , gdyby Pan zażyczył sobie , abym oddała się tam komuś innemu. Myślę ,że na Jego wyraźne życzenie byłabym w stanie to zrobić , choć pewnie nie czułabym się z tym dobrze…Już samo to ,że ktoś próbował mnie dotykać , powodowało odruch obronny , polegający na wtuleniu się w Pana z błaganiem w oczach , aby to przerwał. Chyba nie jestem na to gotowa…Ale może z czasem….Mimo to  doszłam do wniosku ,że najbardziej pasuję do grupy niewolnic, ze względu na minimalną ilość ograniczeń , do tego zbieżnych z ograniczeniami Pana , przynajmniej jak do tej pory i trzysferowe myślenie ….

 

 
Komentarze (37)

Napisane przez w kategorii Bez kategorii

 

Dodaj komentarz

 

 
  1. ~Adelaine

    29 września 2015 o 09:25

    Odpiszę już pod tym postem ale nawiązując do poprzedniego. Napisałaś, że uległa która nie kocha Pana jest kurwą. Trochę to niedojrzałe z Twojej strony i niestosowne obrażać inne uległe. Wiele uległych a jeszcze więcej dominujących (zdecydowana większość) tworzy układ klimatyczny bez miłości. Dla spełnienia swoich potrzeb emocjonalnych, fantazji i chociażby też fajnego seksu. Część z nich ma nawet małżonka, którego bardzo kochają i nie chcą porzucać a który nie akceptuje i nie rozumie tej sfery życia. Czy ktoś ma prawo ich osądzać?
    Ty chyba jesteś ze swoim Panem od niedawna, prawda? To nowy związek? Czy to już miłość? Czy kochasz już Pana a Pan Ciebie? Jak szybko w związku pojawia się miłość? A jeśli się jeszcze nie pojawiła, jeśli jest zauroczenie, fajna relacja, może przyjaźń, czy jest się kurwą?

     
    • melisa

      29 września 2015 o 12:09

      Kochana chyba źle mnie zrozumiałaś. I nie miałam zamiaru nikogo obrażać. Kobieta oddająca się mężczyźnie bez uczuć to kto? Bez uczuć można oddać się każdemu , kto akurat zechce zaspokoić jej żądze….A w klimatycznym związku chyba nie o to chodzi ? Prawda? Takim tokiem myślenia można by mieć kilku Panów , każdego do czegoś innego , do innych zabaw. W poniedziałek jeden , w sobotę drugi….Wybacz nie wierzę ,że prawdziwe uległe nie inwestują uczuć…A może ja obracam się w jakimś specyficznym środowisku , w którym wszystkie myślimy bardzo podobnie. A może ten świat zmienia się ,w tempie , za którym nie nadążam.
      Oburzyłaś się na określenie ” kurwa” , a czy całkiem słusznie? Panie pracujące w domach publicznych też się nie angażują , nic nie czują do swoich klientów…Jedyna różnica to taka,że biorą za to pieniądze i tyle…
      I nie oburzaj się , bo ja naprawdę nie wierzę ,że uległe w większości nic nie czują . Jakby nie zaprzeczały. Myśląc logicznie nie bolałoby ich ,że Pan je zdradza, nie tęskniłyby , nie myślały o Nich , gdy są daleko …Nie bolałoby rozstanie, czy porzucenie…
      Długość związku nie ma nic do tego , ani czy mój Pan mnie kocha…bo nie o Dominujących tu mowa. Mężczyźni ogólnie mają inne myślenie , inny sposób odczuwania…
      Napisałaś ,że wiele z uległych ma męża …tak to prawda. Czy on wie ,że ich ukochana żona ma kogoś na boku ? Czy można kochać męża jednocześnie go raniąc? Nie oceniam kobiet , które żyją w ten sposób. Nie moje życie. Ja tylko uważam , że nie mamy prawa nikogo ranić w ten sposób , bo sama nie chciałabym tego zaznać. Ja osobiście nie umiałabym kochać męża mając świadomość ,że daje upust swoim żądzom z kimś innym…
      Ale jeszcze raz powtarzam jestem inna….i potrafię się zaangażować tylko w jeden związek

       
      • ~Hermenegilda

        29 września 2015 o 14:24

        Napisałaś: Długość związku nie ma nic do tego , ani czy mój Pan mnie kocha…bo nie o Dominujących tu mowa.

        Z perspektywy czytelnika, czyli mnie, ma to znaczenie. Dwa miesiące temu pisałaś pożegnanie swojego niedoszłego Pana, po czym półtora tygodnia później napisałaś że „Pan Cię odnalazł” i „istniejesz dla jego przyjemności” a za kolejny miesiąc raczysz swoich czytelników wpisem o tym, że uległa, która nie kocha swojego Pana to kurwa… Dostrzegasz już dlaczego kwestia długości waszego związku i przede wszystkim Twoich uczuć (bo tę część komentarza Adelaine akurat pominęłaś) ma znaczenia dla przeciętnego czytelnika…?

         
        • melisa

          29 września 2015 o 15:36

          Moja droga , po pierwsze od pożegnania do powitania upłynął miesiąc, a nie półtora tygodnia…ale to taki drobny szczegół, nie mający większego znaczenia….Poprzednia relacja , bo związkiem nazwać tego nie można trwała jakiś czas , trwała , bo zyłam nadzieją na urealnienie jej. Jednak psychicznie przywiązałam się do tego człowieka…Mimo tego podniosłam się , otrzepałam kolana i powiedziałam DOŚĆ , świat wirtualny nie jest dla mnie.

          Widzę , że określenie kurwa nie zostanie mi wybaczone :) ale nie było to jako obelga , ale jako typ kobiety …jak określenie suka. To nie tak ,że kogos oceniam , stwierdzam tylko fakty. Też kiedyś się tak czułam . Tak pokrótce opowiem…

          Pierwszy mój Pan był wpierw moim przyjacielem od kilku lat. Ja byłam mężatką w tym czasie. Wchodząc na jego komputer , w trakcie jednej z przyjacielskich wizyt u niego , natknęłam się na jego profil na bdsm. Dopytałam go i postanowił mi pokazać na czym to polega….Dziwny układ…On Master z kilkunastoletnim doświadczeniem , a ja tylko ciekawa..Pamiętam jak pierwszy raz powiedział ” powinnaś do mnie mówić Panie”…Szczerze ? Wybuchłam śmiechem i powiedziałam ” spierdalaj” …Oburzyło mnie to ,że przez lata mówiłam po imieniu a nagle jakiś Pan…hahaha…W takim układzie byliśmy dwa lata i czułam się z tym dobrze , bo i tak traktowałam go jako przyjaciela a nie Pana.

          Drugi związek był ciut inny i właśnie w nim czułam się jak kurwa. Spotykałam się z obcym facetem w wiadomym celu , podczas , gdy mąż był w pracy. Te przemyślenia przyszły po jakimś roku…ale radziłam sobie z nimi , wciąż usprawiedliwiając się przed samą sobą , a to ,że przecież mąż i tak mne nie kocha a to ,że i ja nie kocham jego. To była prawda , ale mimo wszystko było mi coraz ciężej…Postanowiłam zakończyć i znajomość z Panem i małżeństwo…Nie umiałam tak żyć . Inaczej jest zapewne , jak mąż wie o wszystkim i z miłości do żony pozwala jej zaspakajać swe żądze z innymi…

          Trzeci związek Pan- Mąż …już gdzieś opisywałam…

           
          • ~Hermenegilda

            29 września 2015 o 15:54

            Pamiętaj, że czytelnicy wiedzą tylko tyle ile napiszesz na blogu, a odległości czasowe jakie podałam były podane na podstawie napisanych przez Ciebie postów.

            Moim zdaniem mieszasz pewne rzeczy – czymś innym jest zdrada i oszukiwanie partnera (mówię, że jestem wierna ale mam kogoś na boku) a czymś innym jest powiedzenie, że kobieta, która nie kocha swojego Pana to kurwa i za siebie (nie wiem jak z Adelaine) mogę powiedzieć,że to jest główny problem. Można nie mieć zupełnie żadnych zobowiązań i nigdzie nie lokować swoich uczuć a jednocześnie być w relacji z Dominem i czerpać z tego zupełnie inne korzyści niż „miłość”.

             
            • melisa

              29 września 2015 o 16:41

              Oj …jestem wierna i mam kogoś na boku ..to istne zaprzeczenie…A miłość to nie korzyści …to uczucie , które jest albo go nie ma…Czy mamy z takich relacji czy związków jakieś korzyści? Jedyne co mamy to spełnienie…odczucie ,że wreszcie możemy byc sobą…

              Ale jak widzę mam zupełnie inne podejście i rozumowanie…być może błędne. Mój Pan twierdzi ,że wiele Mu daję ,że moja uległość rozkłada Go na łopatki. I wiesz co? Czuję sie z tym dziwnie, bo nie uważam ,żebym dawała Mu cokolwiek…jestem tylko sobą …Jestem i trwam …kocham i odczuwam…Przy Nim mogę byc sobą na 100% i to jest piękne. To nic wielkiego. To ja jestem Mu wdzięczna, że pozwala mi być tym kimś i tego potrzebuję i pragnę, choć mam swiadomość swojej niedoskonałości….

               
              • ~Hermenegilda

                29 września 2015 o 22:17

                W komentarzu napisałam „mówię że jestem wierna, ale mam kogoś na boku”. W domyśle (może kiedyś do mnie dotrze, że nie wszyscy idą tym samym tokiem rozumowania co ja i moje w domyśle nie koniecznie jest również w domyśle u innych :D) chodziło mi o to, że mężowi wydaje się, że żona jest super wierna, bo zapewnia że kocha itd, ale co weekend śmiga spotkać się ze swoim Panem na boku jak mąż siedzi w pracy.

                Napisałam „miłość” w cudzysłowie. NApisałaś: „Czy mamy z takich relacji czy związków jakieś korzyści? Jedyne co mamy to spełnienie…” a czy spełnienie nie jest korzyścią? Elementem pożądanym który wszyscy starają się osiągnąć?

                Resztą miło mi że się podzieliłaś, ale szczerze powiedziawszy nie szczególnie widzę związek.

                 
                • melisa

                  29 września 2015 o 23:56

                  No tak , ja Twojego toku rozumowania nie rozumiem zupełnie , a Ty mojego ,ale nie musimy i stąd nasza żywa wymiana zdań , z czego bardzo się cieszę :)

                  Dla mnie spełnienie nie jest korzyścią …jest naturalną koleją rzeczy

                   
        • melisa

          29 września 2015 o 16:56

          Dominujący to całkiem inna bajka…przekonałam się o tym …wczoraj. Napisał do mnie były Pan na maila , pewnie pod wpływem mojego bloga. Napisał ” spierdoliłaś mi całe życie…żadna uległa Tobie nie dorównuje. Na wszystkie patrzę , spotykam się i ….porównuję z Tobą . Tak bardzo żałuję ,że pozwoliłem Ci odejść , ale widzę ,że jesteś szczęśliwa . Ja muszę się ogarnąć , choć bez Ciebie to już nie to samo , zostało mi zadowolenie się półuległymi …Kocham Cię..nigdy tego nie powiedziałem , choć zawsze czułem . Bałem się odsłonić swe uczucią bo to takie nie męskie”

          Nie zacytowałam tego , aby się dowartościować , ale aby pokazać Wam jak różnimy się od płci męskiej ….dopiero , gdy stracą , widzą naszą wartość…

           
          • ~C.

            29 września 2015 o 17:15

            Jezusmaria, poważnie? Niemęskie?

             
            • melisa

              29 września 2015 o 17:45

              Tak wg wielu facetów , a w szczególności dominujących , okazanie a tym bardziej mówienie o tym wprost jest niemęskie…
              Bo jak to wielkie dominujący ma powiedzieć wprost swojej uległej ” Kocham” …nie wypada…hahaha….jeszcze sie rozbestwi …będzie chciała czegoś więcej ….a może poczuje się pewniej. To ich myślenie…Rozmawiałam z wieloma osobami po obu stronach…Uległe potrzebują czuć ,że są ważne , pożądane , a może i kochane. Dla dominujących to wstyd…słabość…Idiotyczne wiem…ale w wielu związkach nie jesteśmy tego w stanie przeskoczyć …Życie mnie nauczyło ,że męska miłość nie istnieje i może dlatego mi łatwiej….

               
              • ~C.

                29 września 2015 o 18:00

                To powiem Ci, że to (według mnie przynajmniej) strasznie szczeniackie zachowanie. No bo z jakiej paki mężczyzna ma się czuć mniej męski, gdy powie swojej kobiecie „kocham”? Rozumiem to, że nie bardzo chce mówić to codziennie po piętnaście razy, ale… Bez przesady :D
                Ale jak mówię: ja to się nie znam na życiu, bo jednego faceta w życiu miałam i niewiele wiem : P

                 
                • melisa

                  29 września 2015 o 18:18

                  Szczeniackie ….owszem . Ale ja uważam ,że słowa nie są ważne , najważniejsze są czyny. A słowo ” kocham” może być zastąpione przez wiele innych , które mają o wiele większą moc…przynajmniej w klimatycznych relacjach :) Jak juz napisałam …jestem trochę skrzywiona i nie wierzę w męską miłość…więc nie warto się mną sugerować :)

                   
      • ~C.

        29 września 2015 o 17:05

        Hej,
        Ale dlaczego zawsze (no, przeważnie) zaraz zakłada się, że Pan będzie zdradzał, szukał nowej na boku itd?
        Po swoim przykładzie mogę powiedzieć tak: mój Pan na wejściu wiedział, że chcę być jedyna. Że mamy tylko siebie, żadne osoby trzecie nie wchodzą w grę. Że szukam też uczucia, nie tylko zabawy. No i nam wyszło, bo akurat on szukał tego samego :D
        Czy na wstępie zaznaczając czego oczekuję w jakiś sposób byłam „mniej uległa” lub dyktowałam potencjalnemu dominującemu jak ma być? Nie, zwyczajnie wiedziałam czego chcę i zostałam za to nawet pochwalona :)

        Piszesz ” To nie tak ,że kogos oceniam , stwierdzam tylko fakty.” – w jaki sposób stwierdzasz ten fakt? Zgadzam się w 100% z Hermenegildą i Adelaine. BDSM może być też zabawą od-czasu-do-czasu, bez wielkich ochów i achów, wyznawania miłości i tego typu słodkości. Wszystko zależy od osoby. Ja osobiście nie umiałabym spotykać „tylko czasem na seks” – ale ja jestem gówniarą i mało wiem o życiu ;)

        A będąc poważną – tyle typów relacji i układów ile osób, więc nie przesadzajmy i nie nazywajmy nikogo „kurwą” ;) Kobieta też człowiek i może sobie zwyczajnie „ulżyć” spotykając się z kimś jednorazowo. Bo czemu nie?

         
        • melisa

          29 września 2015 o 17:20

          hahah…Kochan Twoje komentarze jakie by nie były zawsze poprawiaja mi nastrój…nie wiem czemu :) Kurwa to też człowiek …pamietajmy. Każdy z nas jest inny i na szczęscie ile typów uległych …tyle typów dominujących :) Jednak widzisz …dla wielu to zabawa …maja prawo tak interpretować swoje BDSM , dla mnie BDSM to nie zabawa….ale to dla mnie :)

          ” Czy na wstępie zaznaczając czego oczekuję w jakiś sposób byłam „mniej uległa” lub dyktowałam potencjalnemu dominującemu jak ma być? Nie, zwyczajnie wiedziałam czego chcę i zostałam za to nawet pochwalona :)” Piękne ….jakbym słyszała swojego Pana , który stwierdził ,że nigdy mam się nie zmieniać :) A ja chce się zmieniać dla Niego …pod Jego dyktando …chcę być Jego ideałem :) Czy to źle?

           
          • ~C.

            29 września 2015 o 17:58

            Nie no – pewnie, że nie jest to czymś złym. Każda z nas chce być dla swojego Pana/męża/mężczyzny ideałem i nie ma w tym nic złego : )

            Tylko to, że chcesz się zmienić, żeby być jego ideałem… Wiesz, nie brzmi to zupełnie dobrze. Może to kwestia doboru słów. Trochę to brzmi tak, jakbyś chciała się specjalnie zmieniać, żeby akurat jemu podpasować. „Gubiąc swoje prawdziwe ja” i inne takie mądrości – a chodzi o to, żeby być kochaną, chcianą i lubianą taką, jaką jesteśmy :)

             
            • melisa

              29 września 2015 o 18:15

              Nic wbrew sobie….raczej w zgodzie ze sobą dla Pana spełnienia…

               
  2. ~Adelaine

    29 września 2015 o 10:15

    Acha, i nie zgadzam się niestety z twoimi opisami poszczególnych zachowań/postaw. Ulegająca to owszem, uległa tylko w sypialni ale dlaczego piszesz, że ma mnóstwo zachamowań?? Ciekawe. Przecież może byc kobieta- ulegająca tylko w sypialni, ale z całym spektrum bdsm, nawet ostrego, lubiąca ból w kontekście erotycznym, a na codzień z dominującym w łóżku partnerem czy mężem tworzyć partnerski związek. Czy coś jest z nimi nie tak? Czy nie jest uległa w sensie bdsm? Zapominasz chyba, że bdsm ma kontekst głównie seksualny a nie tylko osobowościowy czy filozoficzny… Czasem rozszerza swoje zachowania poza łóżko, ale nie oznacza wtedy relacji lepszej czy prawdziwszej.
    Uległa to samo… nie mam już sily wszystkiego podsumowywać… ale dziwne jest twoje rozumowanie świata bdsm. Wynika z niego, że prawdziwa uległa to tylko niewolnica! Składanie swojego życia na ręce Pana…moim zdaniem to już ekstremum…i dotyczy niewielu.

     
    • melisa

      29 września 2015 o 12:36

      I już wiem dlaczego mnie nie rozumiesz….nie piszę tutaj o suchym BDSM…relacji , w której spotykamy się na sesje i do domu. Piszę o głębokim związku slave/Master. I patrz na moje wpisy przez pryzmat tego.
      Ja nigdzie nie napisałam ,że coś nie tak z osobami tworzącymi relacje sesyjne. Każdy tworzy to , co lubi.
      Czy moje oddanie to ekstremum….być może, ale za to jakie piękne uczucie , gdy czuję tę przynależność . Gdy mam świadomość ,że należę właśnie do Niego a codzienność , dopasowuję do planów Pana…Widzisz też mam swoje życie , swoją pracę , swoich znajomych..Jednak patrzę na to przez pryzmat Pana. W domu zawsze siedzę na tyłku w czasie , gdy wiem ,że Pan może zadzwonić . Nie planuję żadnych wyjść . Pracę mam taką , aby mieć wolne weekendy , bo tylko wtedy możemy się spotkać. Znajomych też przesiałam . Znałam wielu dominujących , których pożegnałam , bo uważam ,że utrzymywanie takich kontaktów jest trochę nie na miejscu. Mimo ,że nie dostałam zakazu od mojego Pana , ale nie czułabym się w stosunku do Niego w porządku. Tym bardziej ,że wielu z nich nie ma swoich uległych , więc rozmowy często schodziły na wiadomy temat. Jeżeli już rozmawiam z jakimś dawnym znajomym , to na zasadzie ” dzień dobry ” i ” miłego dnia”.

      Ot taka dziwna …jestem i jest mi z tym cuuuudownie

       
      • ~Adelaine

        29 września 2015 o 15:01

        To najważniejsze. Żeby tylko Twój Pan umiał przyjąć taką uległość na swoje ręcena dłuższą metę, żeby taka zawsze wiernie czekająca uległa go nie znudziła. Mężczyźni myślą inaczej niestety… Ale absolutnie powodzenia i czekam na kolejne wpisy choć twoje rozumienie klimatu jest jednak trochę inne od mojego (chociaż mój klimat to absolutnie nie suche bdsm od sesji na sesje ale związek 24/7 w małżeństwie z Panem). I dla mnie bdsm plus miłość to ideał, ale również rozumiem związki bez tzw „kochania”, relacje oparte na szacunku i przyjaźni.
        Pozdrawiam.

         
        • melisa

          29 września 2015 o 15:50

          To pokaże czas, dlatego kiedyś w komentarzu napisałam ,że zastanawiam się nad pokazaniem ” pazurków” , ale nie wiem czy potrafię. Chyba wystarczającym pokazaniem ich jest moje gadulstwo , czasem cięte riposty . Nie jestem cichą kurą , ze spuszczoną głową, lubię prowokować ( delikatnie ) i niestety jestem wulkanem energii , do tego ciekawym wszystkiego, co go otacza :)

          Ja po prostu nie potrafię oddać się bez uczuć , zaangażować się …ale poniekąd zazdroszczę kobietom , które są do tego zdolne…może świat byłby łatwiejszy i przy ewentualnym rozstaniu nie byłoby żalu …

          Każdy jest inny i chwała za to :):):)

           
  3. ~Hermenegilda

    29 września 2015 o 22:09

    Co do samego jeszcze postu, to…

    Napisałaś: „jeśli , któraś w realnym świecie się taką mianuje to oznacza, że powinna się udać do specjalisty” .

    Przypominam, ze w tytule twojego bloga stoi jak byk „blog kajira”.

    Napisałaś: „[niewolnica]potrafiąca oddać siebie i swoje życie w ręce swojego Mastera , który staje się dla niej wszystkim …Wyzbyta własnego ” ja ” . ”

    Oddać coś w czyjeś ręce oznacza tyle, że zrzekamy się praw do tego czegoś na rzecz osoby, na której ręce składamy to coś. W tym wypadku, jeśli składam swoje życie na ręce mojego Pana to pozwalam mu decydować o mnie i moim życiu i liczę się z tym, że w swoich decyzjach może on nie respektować moich barier i zahamowań… Zwróć uwagę kim pierwotnie był niewolnik. Niczym. Własnością swojego Pana i jeśli źle wywiązywał się ze swojej roli to Pan go sprzedawał, w przeciwnym wypadku dożywotnio robił to, co Pan robić mu kazał. Niewolnik nie dyktował ŻADNYCH warunków… To o czym piszesz jest raczej uległą w wymiarze 24/7 a nie niewolnicą…

    Co do definicji uległej to szczerze powiedziawszy nawet nie szczególnie wiem jak to skomentować. Kobieta uległa ULEGA. I na tym kończy się definicja. Czy ona to robi tylko w sypialni, czy też poza nią, czy jest to tylko od przypadku do przypadku czy w każdej sekundzie to jest sprawa konkretnej relacji i ustaleń pomiędzy partnerami. Co do „ulegającej” to albo ktoś jest uległy albo nie i nie ma to zupełnie żadnego związku z tym na co się w łóżku godzi a na co nie… Naprawdę dla Ciebie definicją uległej jest to czy taka uległa wyliże dominowi odbyt albo czy będzie przez całe spotkanie klęczeć bez szemrania?

     
    • melisa

      29 września 2015 o 23:45

      Dlaczego mam wpisane kajira w tytule? nie wiem , ja tego nie widzę , może kiedyś miałam w zamyśle ułatwienie wyszukiwania…

      Kochana z czym łączy się bycie niewolnicą dokładnie wiem . Mam też świadomość ,że mój Pan może ode mnie zażądać wszystkiego i o wszystkim decydować . I co? Dla mnie nie ma problemu….dostosuję się i z pokorą przyjmę Jego decyzje. Będzie chciał mnie oddać komuś innemu …cóż…Jego wola. Ale nie będę zmuszała Go do podejmowania za mnie decyzji i wydzwaniała z pytaniami : w co mam się ubrać , czy iść na autobus , czy może zapindalać na nogach….albo co mam zjeść na śniadanie czy kolację….Szanuję Jego czas…Będzie chciał ingerować maksymalnie w moje życie …poddam się temu.

      Ale to mi się spodobało ..” kim był niewolnik ? NICZYM ” brawo …stąd mój wpis o zabawce…

      Co do respektowania moich barier i zahamowań…wiem ,że mój Pan nie musi tego robić , ale liczę ,że jest odpowiedzialnym człowiekiem i ufam Mu ,że nie zrobi nic , co mogłoby w jakiś sposób zagrażać mojemu zdrowiu i życiu. Ale i tak ostateczna decyzja należy do Niego. Ot wszystko …

      Określenie ” ulegająca ” dotyczy kobiet , które ulegają wyłącznie w łóżku i tylko wtedy , gdy mają na to ochotę , a poza sypialnią najchętniej by swojemu ” Panu ” przypierniczyły patelnią , bo np. śmieci nie wyniósł…

      Widzę ,że traktujesz wszystko bardzo dosłownie , nie wgłębiasz się w to co piszę , albo ja nie potrafię wyłożyć moich myśli jak przysłowiowej krowie na ławę ” . Lizanie odbytu to to był przykład , a nie wyznacznik. Chodziło mi o to ,że u większości kobiet ich uległość kończy się wtedy , gdy Pan oczekuje czy nakazuje coś co im nie odpowiada.

       
      • ~C.

        30 września 2015 o 06:06

        Piszesz, że kochasz i uwielbiasz swojego pana. A z drugiej strony nie miałabyś nic przeciwko i z pokorą przyjęła to, że chce oddać Cię innemu – jak to działa?

        Jak też działa to, że po tak krótkim czasie ufasz mu na tyle, żeby powierzyć mu swoje życie?
        Ja zastanawiałam się kiedyś czy nie chciałabym spróbować być niewolnicą mojego Pana – ostatecznie na zastanawianiu się skończyło. Z tym, że my poza klimatem jesteśmy zwyczajnie parą i… Jakoś tego nie widzę. Nie dlatego, że miłość przeszkadza, tylko po prostu dla mnie ten typ relacji jest nieodpowiedni. Do czego zmierzam – gdy zaczynałam być z moim Ukochanym, to owszem – też dość szybko mu zaufałam, ale raczej nie powierzyłabym obcemu wtedy mężczyźnie swojego życia. Dla mnie taki typ relacji wymaga jakiegoś innego levelu.

        Czyli jestem mniej uległa bo nie odpowiada mi, że mój Pan oczekuje ode mnie ABC, którego ja nie jestem w stanie zrobić?

         
        • melisa

          30 września 2015 o 12:33

          To kwestia psychiki , a czy inny level..patrząc na to ,że ja osobiście musiałam do tego dojrzeć , to tak to można określić. To oddanie maksymalne , w którym całkowicie poddaję się woli Pana. Ja tak odczuwam swoją uległość, dla mnie nie ma półśrodków. Wiem ,że dla większości to niezrozumiałe , dziwaczne , czy szalone. Dla mnie całkowicie naturalne…
          Piszesz ,że prowadzicie wspólne ,normalne życie …I to całkowiecie słuszne. Nie chodzi o to ,jak już kiedyś pisałam ,żeby 24/7 robić nie wiadomo jakie rzeczy…tylko o to żeby cały czas mieć świadomość swojego miejsca , ” roli ” jaką się pełni , bez względu czy Pan nas przytula , pieści , kocha się z nami …idzie z nami na zakupy , czy w trakcie wizyty u znajomych.
          Pan nie musi swojej dominacji okazywać biciem , krzykiem czy wiązaniem…wystarczy ton głosu , spojrzenie czy wymowny dotyk…

          Czy jesteś mniej uległa? Szczerze ? Tak , jesteś mniej uległa , bo nie w każdej sferze życia, ale nie oznacza,że jesteś złą uległą . Jesteś taką uległą, jakiej potrzebuje Twój Pan i to jest piękne . Każdy jest inny , grunt to się odnaleźć nawzajem. Nie odbieraj tego jako krytykę , to tylko moje zdanie

           
      • ~Nie-prawdziwa

        30 września 2015 o 11:23

        I z tych wszystkich Twoich wpisów jedyne co można wnioskować, to to, że czujesz się lepsza i prawdziwsza od innych uległych. Uważasz, że tylko Twoja wizja bdsm jest właściwa, że prawdziwy jest tylko jeden model uległości, że uległa która śmie sprzeciwić się Panu nie jest prawdziwą uległą, że jedyna prawdziwa relacja bdsm to 24/7 a np relacja łóżkowa juz nie. Przekonujesz, że uległa która ulega tylko w łóżku ”poza sypialnią najchętniej by swojemu Panu przypierniczyła patelnią , bo np. śmieci nie wyniósł…”. Chyba nie dostrzegasz pewnych subtelnych różnic, różnych relacji i ich odcieni. Wedlug mnie nie masz o tym pojęcia i troszkę czyta się Twoje posty jak nastoletniej dziewczynki. Aż nie wierzę, że jesteś dojrzalą kobietą po dwoch rozwodach i doświadczeniu w związkach bdsm…Ja nie mam już na to komentarza, powiem szczerze, że ze wszystkich blogów uleglych które czytam tylko Twoj wszystko i wszystkich wkoło krytykuje przekonując że tylko Twoja racja i Twoja uleglość jest prawdziwa! Taka JEDYNA WIELKA MISTYCZNA PRAWDZIWA ULEGŁA, której Pan dziękuje za jej WIELKĄ I NIESPOTYKANĄ NIGDZIE ULEGŁOŚĆ ;-))
        Chyba nie znasz realnie dużo uleglych i dominujących bo wśród tych których znam (a są to ludzie długo siedzący w klimacie i udzielający się na imprezach i głównych forach tematycznych), Twoje poglądy nie spotkałoby się z aplauzem niestety ;-) Zawsze z przymrużeniem oka traktuje się te MISTYCZNE ULEGŁE.
        W każdym razie powodzenia :-)

         
        • melisa

          30 września 2015 o 17:39

          Więc źle wnioskujesz…Nigdy nie czułam się lepsza od innych…i nie czuję się nadal. Ja nikogo nie przekonuję do swoich racji , wyrażam jedynie opinię na ten temat…moją własną i nie tylko sadząc po otrzymanych mailach osób dominujących , nie tylko mężczyzn. Jednego z nich pozwolę sobie zacytować :

          ” Wreszcie jakaś uległa , która to czuje całą sobą i co najważniejsze nie boi się o tym mówić głośno. Twój blog jest jednym z nielicznych , którego czytam z największą przyjemnością i z niecierpliwością czekam na nowe posty.Choć wywołują u mnie również uczucie porażki, bo jeśli jesteś naprawdę taka jak piszesz , to moja uległa…Nie powinienem tego pisać , ale coraz bardziej utwierdzam się w przekonaniu ,że czas na zmiany. Komentarzami się nie przejmuj. Z moich obserwacji wynika ,że piszą je osoby niedojrzałe , uległość mylące z ostrą zabawą łóżkową.A ja osobiście myślę ,że część tych komentarzy podyktowana jest zwykłą babską zazdrością. Niestety świat BDSM zaśmiecają nam takie pseudouległe , którym się wydaje ,że Master to wogóle powinien być im wdzięczny za ich oddanie. Totalny absurd. Związek klimatyczny bez więzi emocjonalnej , uczuć jest totalną porażką . To takie piękne i podniecające widzieć nie tylko oddanie , ale i uwielbienie w oczach klęczącej przede mną istoty i mieć świadomość ,żę mogę z nią zrobić wszystko , a ona podda się temu bez protestów.
          Trzymaj tak dalej , a Twojemu Panu przekaż , że niejeden dominujący Mu zazdrości i pewnie dlatego tak mało ich się tu wypowiada.
          Życzę szczęścia…

          P.S.
          Moja sugestia :
          myślę ,że dziewczyny wolałyby poczytać sprawozdania z Twoich spotkań z Panem . A ja cieszę się ,że nie zamieszczasz takich wpisów . Bardzo sobie to cenię w Tobie. ”
          KONIEC CYTATU

          Dziękuję Kochana za komplement ” mistyczna uległa ” pięknie brzmi , mimo ,że wiem , iż raczej to ironia z Twojej strony. Mam wielu realnych znajomych w klimatach , ale jakoś chyba przyciągam takich , którzy myślą podobnie jak ja. I szczerze mówiąc wole być mistyczną uległą niż , określaną jako : pseudouległa , półuległa albo wyrób uległopodobny…Od razu zaznaczam ,że to nie moje nazewnictwo , ale osób dominujących…więc proszę się nie czepiać

          I wiesz nigdy nie uważałam , aby moja uległość była niespotykana czy wyjątkowa. Długo myślałam ,że każda myśli i odczuwa podobnie jak ja. Dla mnie to normalne .
          Mój świat , mój blog i moje kredki …moje zdanie…każdy ma prawo do własnego .

           
        • ~C.

          30 września 2015 o 18:12

          Mistyczna uległa – to dobre :D

          Według Ciebie Meliso jestem mniej uległa, bo ulegam tylko w niektórych sprawach? No cóż, niech będzie, może być i tak. Dlatego właśnie nie lubię przylepiania łatek i na siłę dorabiania do wszystkiego jakiejś dziwnej ideologii – zamiast się po prostu cieszyć tym, co mamy.

          Małe sprostowanie: mój związek to nie tyle 24/7, co po prostu… Związek. Jasne, ja jestem jego uległą, sunią i własnością, ale przede wszystkim jestem jego kobietą :)

           
  4. ~zoya

    30 września 2015 o 01:36

    Meliso, skąd Ty czerpiesz wiedzę na temat tego kim jest kaijra? Na jakiej podstawie stworzyłaś ta definicję?
    Przykro mi to czytać, bo wiem, że bywasz na Goreańskim forum , gdzie o kaijrze zapisano już wiele linijek. Ale przede wszystkim… kaijra to nazwa, słowo, które w języku Gorean oznacza tyle co „niewolnica”.
    J. Norman tworząc swoja wizję świata, wykreował również obraz niewolnicy i trzeba nie znać Kronik, żeby napisać, że niewolnice na Gor zgadzały się na wszystko, a już tym bardziej, że jak to piszesz były „ideałem niewolnicy, którzy tworzy się samoistnie”. Już małe dziewczynki na Gor były szkolone jak służyć Mężczyźnie, aby dac Mu zadowolenie w różnych dziedzinach życia. I co więcej, młode kobiety, które miały status Wolnej przechodziły w młodzieńczym wieku dokładnie takie samo szkolenie jak niewolnice, na wypadek, gdyby miały zostać zniewolone. To nazywasz samoistnym tworzeniem??
    Tu na Ziemi, w Gorean Lifestyle, opartym na „klimatycznej wersji Harrego Pottera”- według Ciebie, kaijra to niewolnica, która odnalazła swoje powołanie do służenia Mężczyźnie właśnie w kontekście naturalnego porządku, a jej pragnienie bycia u stóp Mężczyzny wynika z jej naturalnej potrzeby służenia, bo tak niewolnictwo kobiet postrzegali Goreanie.
    Kajira, czyli niewolnica w rozumieniu Gorean Lifestyle, od wszelkich innych niewolnic różni się tylko motywacją płynącą z wnętrza kobiety, a nie tym kto i w jakim procesie ją tworzy.

    Więc wysyłanie do lekarza specjalisty kobiet, które czują się kaijra jest dalece niestosowne i obraża uczucia tych kobiet.
    Moje również!

     
    • melisa

      30 września 2015 o 12:18

      Zoyu…wiedzę czerpię, a raczej czerpałam nie tylko z forum , a przede wszystkim z rozmów z ludźmi, którzy taką wiedzę posiadają i potrafią pokazać nie tylko co piękne , ale również to co niedogodne , a czasem niewyobrażalne . ” kajira ” oczywiście ,że to to samo co niewolnica . Wpisując ją osobno chciałam jedynie zaznaczyć jej wyjątkowość , niestety niedościgniony dla realnych kobiet w 100% , a nie uwłaczać w jakikolwiek sposób temu zjawisku.
      I nie ma co obrażać , bo to żadna ujma korzystać z porad ludzi specjalizujących się w rozumieniu ludzkiej psychiki ,że tak to określę, tym bardziej w dzisiejszych czasach. Każdemu czasem przyda się zgłębienie siebie….a czasem wystarczy zdroworozsądkowe myślenie ..

       
      • ~dominika

        30 września 2015 o 16:47

        Dziwne to zaznaczyć wyjątkowość słowami: „Jeśli , któraś w realnym świecie się taką mianuje to oznacza, że powinna się udać do specjalisty”. Na szczęście sobie nic nie musisz zarzucać będąc doskonałą uległą, niewolnicą, kajirą, zabawką czy kimkolwiek się mianujesz.

         
  5. ~maleństwo

    30 września 2015 o 15:54

    I post i komentarze wzbudzają chyba wiele emocji. Nie wiem czy takie było Twoje założenie Melliso, ale wydaje mi się że jedno na pewno osiągnęłaś- uraziłaś chyba część swoich czytelniczek. Twój blog, i Twoje zdanie czy się komuś to podoba czy nie i masz całkowite prawo do jego wrażenia, zwłaszcza w „twoim miejscu”.
    Od siebie dodam, że czasami jednak warto wdrożyć w życie tzw empatię.
    Ale cóż, to tylko moje zdanie…
    Mnie na szczęście nie dotknął Twój wpis w ogóle, gdyż nie czuję, że jest choć w części o mnie- nie mam pojęcia jakim cudem, skoro zawarłas tu tak szerokie spektrum :)
    No i jak większość komentujących nie zgadzam się z wieloma aspektami, ale to całkowicie bez znaczenia. Bronisz swego zdania jak lew, godne podziwu, chyba…
    Pozdrawiam.

     
  6. ~Kiss.brylantowa

    30 września 2015 o 17:10

    Coś czuje że to będzie drugi komentarz. Napisze jak to wygląda z mojej perspektywy.
    Po 1. Nie czuję się kurwą, bo nie jestem zakochana w moim Panie. Jestem zaangażowana, ale miłość przychodzi z czasem. Po 2.w relacji może być przyjaźń, niekoniecznie miłość. Piszesz o Paniach w domach publicznych, zapomniałas napisać że one za seks biorą pieniądze.

    Ja mam męża i mam osobną relacje z Panem. Mój mąż nie byłby zadowolony że go zdradzam owszem, ale on nie potrafi rozumieć nie tylko dać ale też pojąć czego ja potrzebuje. Małżeństwa kończyć nie zamierzam, bo czuję dużo do Mojego męża
    Jestem z nim 8 lat w tym 3lata po ślubi.. Wcześniej wyszłam za mąż. Czasu nie cofne, może kiedyś się rozstaniemy ale na pewno nie będzie miało na to wpływu relacja. To co zbudowałam z Moim mężem jako nastolatka -miałam 15 lat jak zaczęłam się z nim spotykać, nie wnosi dziś nic do naszego małżeństwa. Dwa całkiem różne światy. A to co buduje z
    Moim Panem jest dojrzajsze i bardziej przemyślane.

     
  7. ~Kiss.brylantowa

    30 września 2015 o 17:22

    Faktycznie napisałaś o tej zapłacie. Niemniej uderzył mnie to określenie „kurwa „.
    To że mam inną naturę nie znaczy,że musi ona mi układać całe życie. Nie szukam związku tylko Pana. Jeśli mój mąż byłby wstanie chociaż chwile poświęcić na to by przeczytać co to jest BDSM to było by już lepiej. Niestety nawet tyle nie jest w stanie dla mnie zrobić. Co więcej widzę, że on w lożku jest switchem jednak bardziej skierowany na stronę uległą. Więc co powinnam zrobić? Uprawiać do końca życia seks waniliowy? Czy rozstać się i być z Panem do którego nie widmo czy coś poczuje o ile on nie będzie miał żony. Czy zostawić tak jest i cieszyć się z tej relacji która mam i życiem jakim mam?

     
  8. ~kiss.brylantowa

    30 września 2015 o 17:52

    Co do samego nazewnictwa czyli kurwa jako synonim Suka jak dla mnie to dwa różne znaczenia.
    Suka – Sunia- Suczka- Su nawet Suzi może brzmieć pieszczotliwie, tak miło zależy też od sytuacji, raczej nie obraźliwie. A określenie kurwa – nie ukrywajmy kojarzy się tylko z jednymi kobietami.
    Pamiętam sytuację gdzie Mój Pan między pocałunkami zapytał mnie czy jestem jego dziwką czy kurwą już nie pamiętam dokładnie – oczywiście nie odpowiedziałam od razu. Porozmawialiśmy po stosunku, powiedziałam że nie życzę sobie takiego nazewnictwa mnie. Bez problemu się zgodził . Kiedyś nawet Suka było dla mnie granicą… Ale przełamałam się i teraz lubię jak nazywa mnie Swoją Suką, Sunią , Su.

     
  9. ~Pani Y.

    7 października 2015 o 10:27

    Wiele uległych przechodzi przez wszystkie te etapy – mało kto za pierwszym razem jest od razu niewolnicą/niewolnikiem. Zresztą, gdyby tak było – byłby to dość niepokojący objaw, nie uważasz? :)

     
    • ~melisa

      13 października 2015 o 01:41

      Oczywiście , już gdzieś to napisałam i nazwałam u siebie dojrzewaniem :)